środa, 3 grudnia 2014

Czy można odwrócić poważną niemal śmiertelną chorobę, lub wrócić do utraconej sprawności jak pokazuje to poniższej logo?

Jak najbardziej tak!

Udwadnia to kilka zanych mi osobiście takich przypadków!

Pierwszy taki przykład to przypadek prof Gorgolewskiego twórcy Katedry Radioastronomii UMK (w już latch 70 -tych) w Toruniu którego miałem możność osobiście poznać.

Ponieważ  prof zmarł w 2011 i nie mam możliwości już zrobić z nim bezpośredniego wywaidu na ten temat   sięgnijmy do wywaidów prasowych z profesorem oraz do książki   Wojciecha Chudzińskiego i Przemysława Nowakowskiego pt. „Kręgi, cuda, kwanty".


http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20081003/REPORTAZ/132288429

"Podczas studiów języki okazały się bardzo pomocne - z braku polskich podręczników trzeba było korzystać z obcojęzycznych. Gorgolewski był więc stałym gościem w poznańskim antykwariacie przy ul. Ratajczaka: - Któregoś dnia zaszedłem jak zwykle przejrzeć, co nowego na półkach, ale zamiast książek były tylko numery Ridest Digest z czasów wojny. Kosztowały grosze, więc wziąłem wszystkie, aby mieć co czytać w pociągu. 

W jednym z numerów czasopisma Gorgolewski znalazł artykuł o ćwiczeniach praktykowanych od tysięcy lat w Indiach. Zafascynowało go to, ale czas studiów nie sprzyjał regularnym ćwiczeniom. 

Ty ofermo! 
O jodze Gorgolewski przypomniał sobie już po studiach doktoranckich w Cambridge, gdy już jako dyrektor instytutu słabo radził sobie ze stresem. 

- Opłaciłem ten czas wrzodami żołądka i dwunastnicy, a w konsekwencji ciężką operacją i roczną przerwą w pracy - wspomina profesor. 

Operacja, której podjął się doktor Daniel Żłobecki była chirurgicznym majstersztykiem: - Rzeczywiście, był to bardzo skomplikowany przypadek, który wcale nie musiał zakończyć się pozytywnie. Niesamowity był jednak pacjent. Pamiętam, że następnego dnia po operacji, podczas obchodu zastaliśmy go podczas ćwiczeń. 

W tym czasie Gorgolewski natknął się na artykuł w czasopiśmie poświęconym zdrowiu, na temat wrzodów żołądka. Autor, doświadczony lekarz, stawiał tezę, że wrzodów, które raz się pojawiły, nie sposób się pozbyć, więc należy się do nich przyzwyczaić. 

Gorgolewski: - "Ty ofermo!" - krzyknąłem wówczas z wściekłości. Powiedziałem sobie, że nie będę się do niczego przyzwyczajać. Sięgnąłem na powrót do tekstów o jodze i z całą konsekwencją wziąłem się za ćwiczenia. Po 10 dniach zacząłem dochodzić do siebie. W ciągu kilku miesięcy schudłem 16 kilogramów, a tłuszcz zastąpiły mięśnie. 

Pierwotny instynkt 
Niespodziewanie pojawiła się jeszcze jedna konsekwencja ćwiczeń. 
- Któregoś dnia żona przygotowała moją ulubioną potrawę - zrazy wołowe. Ale nawet ich nie ruszyłem. Nie mogłem znieść tego zapachu. 

"Czyś ty zwariował?!" - obruszyła się żona profesora. "Przecież to świeże mięso. Tak rzadko rzucają wołowinę do sklepów, że rozchodzi się na pniu". 

- A ja po prostu przestałem tolerować zapach mięsa. Bo joga między innymi wyostrza powonienie, uaktywnia pierwotne instynkty. Tak jak u zwierzęcia - jeśli zapach zwierzęciu nie odpowiada, nie tknie pożywienia. Od tamtego czasu nie dotknąłem mięsa, jest mi zupełnie obojętne. 

W latach 60. Gorgolewski sprowadził z Wielkiej Brytanii dwie książki poświęcone jodze, które stały się podstawą dla jego ćwiczeń. Dziś ma ich około 60. Upolował też dwa słowniki sanskrytu, aby stare dzieła czytać w oryginale. 

Z ćwiczeniami nigdy się nie afiszował. Na jogę poświęcał godzinę dziennie, przed kolacją, koniecznie o pustym żołądku. 

- Nie interesuje mnie medytacja, jestem fizykiem i patrzę na świat z praktycznego punktu widzenia. Pod tym względem gimnastyka proponowana przez jogę sprawdza się doskonale. Opanowałem większość podstawowych figur, choć dziś nie wszystkie już oczywiście stosuję - mówi toruński profesor. 

Chęć życia 
Wrzody żołądka zniknęły i już nigdy nie przypomniały o sobie: - Gdybym kiedyś spotkał lekarza, który radził ludziom przyzwyczaić się do wrzodów, chętnie bym się z nim porachował - śmieje się krzepki 82-latek.

Doktor Żłobecki uważa, że ćwiczenia mogły przyczynić się do kondycji jego nietuzinkowego pacjenta. Ale nie tylko one: - Profesor prowadzi niemal ascetyczny tryb życia. Jego dieta to niemal wyłącznie owoce. Przede wszystkim jednak jest człowiekiem o wielkiej chęci życia. 

Stanisław Gorgolewski pogodnie spogląda w przyszłość: - Spodziewam się dożyć 120-130 lat. A później mam nadzieję, że nauka wymyśli sposób, który pozwoli przedłużyć nasz pobyt na Ziemi co najmniej dwukrotnie."


Z książki   Wojciecha Chudzińskiego i Przemysława Nowakowskiego pt. „Kręgi, cuda, kwanty. Pomiędzy fraktalem Mandelbrota a objawieniami w Medjugorie" (wyd. KOS 2009).".
http://infra.org.pl/nauka/nauka-i-technika/904-czas-przetrze-okulary


Czas przetrzeć okulary

- prezentujemy państwu fragment nowej książki pt. „Kręgi, cuda, kwanty..." stanowiący wywiad ze znanym polskim fizykiem, Stanisławem Gorgolewskim, w której autorzy poruszają kwestię tego, czy fizyka może być uzupełniona metafizyką, czy starożytny Wschód odkrył już dawno to, co współczesna nauka odkrywa dziś i czy najnowsze odkrycia naukowe rzeczywiście zmienią obraz naszego świata zbliżając nas ponadto do zjawisk, które uznawane były za „nadprzyrodzone". - A najdziwniejsze, że to wcale nie jest sprzeczne z nauką - mówi o nich profesor.
____________________

Rozmowa z prof. Stanisławem Gorgolewskim z Katedry Radioastronomii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu zawarta w książce Wojciecha Chudzińskiego i Przemysława Nowakowskiego pt. „Kręgi, cuda, kwanty" (więcej informacji poniżej

Stanisław Gorgolewski (ur. 1926) - fizyk, radioastronom, członek Polskiej Akademii Nauk. Całe swoje życie zawodowe związał z podtoruńskim ośrodkiem radioastronomicznym w Piwnicach. Zajmował się tam m.in. szkoleniem zespołu kadr i instrumentacją oraz konstrukcją radioteleskopów, które umożliwiają obserwację nieba. W roku 1958 Stanisław Gordolewski wyjechał do Ośrodka Radioastronomii w Cambridge (Anglia) na stypendium British Council, gdzie pracował pod kierunkiem noblisty, prof. Martina Ryle'a. Po powrocie do kraju w Toruniu zbudowano własnymi siłami interferometry do obserwacji korony słonecznej oraz duży interferometr trójantenowy. Obecnie S.Gorgolewski przebywa na emeryturze i prowadzi badania nad wpływem pola elektrycznego na wzrost roślin. Profesor uważa, że wykorzystanie elektrotropizmu pewnych roślin umożliwiłoby ich uprawę podczas długotrwałych lotów kosmicznych.

Mówi się ostatnio dużo o zmianie paradygmatu w nauce. Odchodzi do lamusa kartezjańsko-newtonowski obraz świata towarzyszący nam od XVI wieku, zastępuje go tzw. widzenie holistyczne, całościowe. Czy nie jest to rewolucja w nauce? I co tak naprawdę ona oznacza?

prof. S. Gorgolewski

Stanisław Gorgolewski: Obraz świata nie zmienia się, zmianie ulega tylko nasze jego postrzeganie. Nas, naukowców, w pewnym sensie to nie dziwi. Po prostu weszliśmy wyżej i zobaczyliśmy więcej. A że jesteśmy zaskakiwani? To słuszne. Inaczej poprzewracałoby się nam w głowach. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że jeżeli ktokolwiek i gdziekolwiek zrobi coś takiego, czego przed nim nikt w całej historii ludzkości nie zrobił, to było to możliwe tylko dlatego, że taka możliwość zaistniała przy stworzeniu wszechświata. Gdzież więc tu powód do dumy?
Byłem kiedyś na jakimś odczycie, podczas którego jeden z fizyków oświadczył, że z niczego potrafi zrobić cały wszechświat. A ja go pytam: - Proszę pana, po co drugi wszechświat? Wystarczy, jak pan tu, w tej chwili zrobi truskawkę.
Ludziom, którzy liznęli fizyki, też czasem zdarzają się potknięcia. Wszystko przez brak skromności. Bo czym jest człowiek? Ja żyję troszeczkę dłużej niż dwa miliardy sekund, podczas gdy wszechświat istnieje około dziesięć do osiemnastej miliardów sekund. Moje życie zatem to dwie miliardowe części istnienia wszechświata. To uczy pokory.

Mówi Pan, że margines naszej niewiedzy stale się zmniejsza. Świadczy o tym fakt, że wiele niewyjaśnionych zjawisk znalazło w końcu wytłumaczenie dzięki prawom odkrytym i sformułowanym przez przyrodoznawców. Ale chyba i nauce zdarza się mylić ścieżki. Odwoływać przyjęte zbyt pochopne pewniki? 

SG: Na początku XX stulecia jeden z naukowców rzucił taką uwagę, że fizyka to jest dziedzina skończona; wszystko już właściwie odkryto, zrozumiano itd. Tylko, wiedzą Panowie, parę drobiazgów zostało. Efekt fotoelektryczny, promieniowanie ciała czarnego... I właśnie te, w cudzysłowie, drobiazgi zrobiły rewolucję. Jak się w nie wgłębiono, to otworzyły się zupełnie nowe perspektywy. Z drugiej jednak strony są rzeczy, których w fizyce nikt już nie podważy, np. prawo Archimedesa. My możemy to prawo coraz lepiej poznawać - ono wyjaśnia lot balonów, a także ruch łodzi podwodnej zmieniającej balast, ale wciąż mamy do czynienia z prawem Archimedesa. I proszę teraz spojrzeć: w zupełnie innej epoce Pascal zajął się cieczami znajdującymi się w ruchu i zauważył pewne prawidłowości. Tak powstała hydrostatyka. Prawo Archimedesa jest szczególnym przypadkiem hydrostatyki. Ale to bynajmniej nie koniec. Bo jest jeszcze hydrodynamika, której szczególnym przypadkiem jest hydrostatyka, a w końcu magnetohydrodynamika... Co usiłuję powiedzieć? Że nauka to jak piętra jednego budynku. Dzięki prowadzonym badaniom wciąż wchodzimy na wyższy poziom, na wzgórze, i poszerza się nasz horyzont - widzimy więcej. Krajobraz stale się powiększa, ale wszystkie jego części do siebie pasują.

Do czego porównałby Pan zatem odkrycie mechaniki kwantowej? Do wdrapania się na Mont Blanc? 

SG: To już nie był, rzecz jasna, pagórek. Może raczej satelita zawieszony na orbicie? Z jego pokładu horyzont wygląda całkiem inaczej. Ale, by uniknąć niejasności: wszystkie prawa mechaniki, fizyki klasycznej stanowią część mechaniki kwantowej.

Mówi się też, że Zachód - zachodnia nauka - odkrywa dziś coś, co Wschód wie już od tysięcy lat. Chodzi tu głównie o mądrości zawarte w staroindyjskich przekazach, z których najstarsze powstały 1400 lat p.n.e. Czy zgodzi się pan, iż stanowią one zaskakującą lekturę dla fizyka? 

SG: O, z pewnością. Gdy w roku 1978 poważnie zapadłem na zdrowiu sprowadziłem sobie z Anglii dwie książeczki o jodze. I w jednym z tych podręczników przeczytałem, co następuje: Największym wrogiem umożliwiającym nam rozwój duchowy jest niewiedza. Żeby więc rozwijać się duchowo, należy zwalczać niewiedzę, tzn. studiować. Co studiować? Fizykę! A ja jestem fizykiem, mówię więc sobie: Nieźle się zaczyna. A potem czytam tak: Dlaczego fizykę? Bo żyjemy w świecie, królestwie Ziemi, w świecie relatywnej przestrzeni i czasu. Wypisz, wymaluj Einstein! Ale oni dodają: lecz czy to wszystko? Nie. Istnieje jeszcze coś więcej: metafizyka. I tu pada ważna rzecz: Jeżeli zbyt mocno zagłębisz się w metafizyce - niedobrze, bowiem zapomnisz o drugiej części swojego bytu. Tak jak moneta ma dwie strony i one razem tworzą całość - tak samo jest z nami. Niestety, cywilizacja zachodnia przez długie wieki zajmowała się tylko jedną stroną monety.

Krótko mówiąc, fizyk nie powinien więc zapominać o metafizyce. Dopiero wówczas jego poznanie stanie się pełne. Ale fizyk zajmujący się metafizyką to wciąż rzadkość. W naszym kraju chyba szczególnie? 

SG: Cóż, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i czasami trzeba dostać od życia niezłego prztyczka, by postawić sobie kilka ważkich pytań. To może być np. choroba, jak w moim przypadku. Przez rok przebywałem na zwolnieniu lekarskim. Wcześniej nigdy nie miałem czasu - wtedy miałem go w nadmiarze. Zwłaszcza, że nie mogłem się ruszać. Nie chciałem zamawiać sobie trumny, co byłoby najprostszym wyjściem, tym bardziej, że lekarze nie dawali mi dużych szans. Zacząłem więc szukać innych rozwiązań.

I tak trafił pan na jogę? 


Okładka książki, w której opublikowano niniejszy wywiad. Więcej informacji na jej temat znajdziecie państwo poniżej
SG: Czytałem te podręczniki i śmiałem się. Co za bzdury! Aż nagle stwierdziłem, że śmieję się z samego siebie. Weźmy taki przykład. Ćwiczenia oddechowe. Co byś zrobił, gdybyś znalazł się na pustyni: ani krzaczka, ani drzewka, ani śladu wody. Jak w takich warunkach przeżyć? I czytam: Zajmij pozycję dającą najmniejszy przekrój cienia i oddychaj dziobem kruka. Żarty? Język zwinąć w trąbkę, usta uformować w dziób do wdechu a powietrze wydychać nosem. co się wtedy czuje? Chłód! W jaki sposób? Bo zmniejsza się parowanie śliny, a długie pasaże w nosie reabsorbują wilgotność - i w zamkniętym cyklu nie traci się wilgoci! I ja mówię sobie: Widzisz ty naiwny fizyku? Ty byś zginął na tej pustyni z całą swoją wiedzą. I przestałem się śmiać, bo co to jest mądrość? Umiejętność posługiwania się wiedzą. Wschód tę umiejętność nieźle opanował.

Panie Profesorze, czy postrzega Pan jakieś bezpośrednie analogie pomiędzy mądrościami Upaniszad czy Bhadgawadgity, a tym, co mówi najnowsza fizyka? 

SG: Są takie analogie. Na przykład: „Na końcu w nocy czasu wszystkie rzeczy wracają do mej natury. A kiedy nowy dzień czasu rozpoczyna się, przyprowadzam je z powrotem do światła. W ten sposób przez moją naturę sprowadzam całe stworzenie i to toczy się w kręgach czasu". Przecież to nic innego jak model wszechświata cyklicznego! Ten fragment pochodzi z Bhadgawadgity, czyli Pieśni Błogosławionego; czas powstania II wiek n.e.

Czy według pana współczesna fizyka, nawet fizyka „uduchowiona" może wyjaśnić takie zdarzenia, jak np. fakty materializacji i dematerializacji przedmiotów? 

SG: Spójrzmy na to z innej strony. Czy fakt, że słynne równania Maxwella są relatywistycznie niezmiennicze należy uznać za cud? Czy fakt, że przed ogłoszeniem teorii względności Maxwell napisał coś, co jest niezmiennicze w teorii względności, to przypadek? Gdybyśmy wskrzesili Maxwella i pokazali mu wszystkie konsekwencje jego równań - radio, telewizję, łączność satelitarną - czy uznałby te rzeczy za prawdopodobne?

Chce Pan powiedzieć, że to, co dziś wydaje się cudem, nie musi nim być jutro? Że tak naprawdę cuda nie są cudami? 

SG: Zatrzymajmy się przy butach. Połóżmy na kuli wkładkę do butów, dajmy na to prawą. Jeśli podniesiecie ją Panowie z kuli i przekręcicie, stanie się ona wkładką lewą. Bo tak naprawdę my używamy jednej wkładki do butów. A gdybyście Panowie mieli jeszcze dostęp do czwartej współrzędnej przestrzennej, to moglibyście przekręcić cały but i zrobić z prawego lewy. Cud? Bynajmniej. A co się stanie, jeśli będziecie Panowie mieli nie jeden, lecz trzy dodatkowe wymiary do dyspozycji, czyli w sumie sześć? O, wtedy dopiero możecie robić „cuda" - w każdym razie dla kogoś, kto porusza się jedynie w trzech wymiarach. A niektórzy mędrcy Wschodu utrzymują, że mają dostęp do tych trzech następnych wymiarów, i jeszcze do trzech następnych! Czyli w sumie do dziewięciu wymiarów przestrzennych plus czas. Jak dodamy do tego jeszcze jeden wymiar - to jest wielka unifikacja. Dokładnie tak, jak mówi najnowsza fizyka. Poza trójwymiarową klatką przestrzeni i czasu możemy spotykać zmarłych, przebywać na innym kontynencie, wychodzić z ciała - a najdziwniejsze jest to, że to wcale nie jest sprzeczne z nauką! Chyba, że komuś te rzeczy nie mieszczą się w jego wąskich klapkach na oczach.
Frank Drake, amerykański astronom - poznałem go w 1958 roku, miły gość - zastanawiał się kiedyś, dlaczego radioastronomowie nie natrafili jak dotąd na sygnały innych cywilizacji. I odpowiedział: Może dlatego, że cywilizacje na pewnym etapie rozwoju ulegają samozagładzie, np. w wyniku wojny jądrowej, albo - i to jest istotne - tracą zainteresowanie rozwojem technicznym, bo wybierają rozwój duchowy. My niestety wciąż usiłujemy patrzeć na wszystko przez okulary, które nie są całkiem przezroczyste.

Czym są te okulary dla naszej cywilizacji, Panie Profesorze? 

SG: One utrudniają nam zobaczenie blasku prawdy.

Czy wiąże to Pan z praktycyzmem cywilizacji europejskiej? 
SG: Wiążę to z krótkowzrocznością. Bo to się sprowadza do tego. Wiem co mówię, bo sam jestem krótkowidzem.

__________________
Rozmawiali: W.Chudziński, T.Oszubski. Rozmowa pochodzi z książki W.Chudzińskiego i P.Nowakowskiego pt. „Kręgi, cuda, kwanty. Pomiędzy fraktalem Mandelbrota a objawieniami w Medjugorie" (wyd. KOS 2009).

Zobacz także:
► 
Skomentuj na INFRA FORUM
► Więcej o autorach i książce
► Zamów książkę „Kręgi, cuda, kwanty..."


Opublikowano za zgodą autorów i wydawnictwa KOS
Grafika w nagłówku: Fragment okładki „Kręgi, cuda, kwanty", kos.alpha.pl 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz